28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
styczeń luty marzec
kwiecień maj czerwiec
[lipiec] sierpień
wrzesień październik
listopad grudzień
Poradnik dla inżyniera polskiej informatyzacji
Wpis z dnia: 2008-03-14, z godziny: 12:34
Nie wiem czy pamiętają Państwo ekscytującą atmosferę tworzenia w branży komputerowej w latach 90-tych? Pisaliśmy sobie wtedy aplikacje w ciekawych językach, administrator był wszystkim, a użytkownik niczym. No i byliśmy innowacyjni. Prawie nie było standardów, więc tworzyliśmy je sami...

...a że jesteśmy dumni i kreatywni, gardzimy nędznymi produkcjami innych i zawsze tworzymy własne. Koniecznie od zera. Pod koniec lat 90-tych mieliśmy około 26 standardów kodowania polskich znaków - wiem bo napisałem wtedy konwerter i wszystkie starałem się skatalogować. Wojny między Mazovią, ISO i CP trwały do początku XXI wieku. Całkiem sporo firm żyło z tego że np. kreatywnie rozwiązywało problem konwersji Mazovii, zaszytej - przykładowo - w systemie celników na ISO, które - przykładowo - było standardem w ministerstwie. Później jakiś urząd kupował np. terminale windowsowe i ogłaszał przetarg na konwersję i tego ISO i tej Mazovii, na windowsowego CePa.

I tak zajmowaliśmy się tą innowacją, choć niektórzy nazywali ją przelewaniem z pustego w próżne, a nni w tym czasie marnowali czas na jakże nudny rozwój technik bazodanowych, bezpieczeństwa czy optymalizację. Ten duch poronionego indywidualizmu jest w polskiej informatyce obecny po dziś dzień, co więcej, wkrótce ma szansę odżyć z niespotykaną nigdy siłą.

Ponieważ rzekomo od maja będą się Państwo mogli cieszyć możliwością składania np. pism do urzędów drogą elektroniczną więc opiszę jakie rozkosze na nas czekają - na własnym przykładzie. A było to tak...

Od roku posiadam certyfikat kwalifikowany. Termin jego wygaśnięcia upływa w marcu, więc postanowiłem go odnowić. Ponieważ certyfikat - jak wiadomo - stanowi ekscytującą bramkę do świata dokumentów elektronicznych, więc logiczne jest że by go odnowić muszę zebrać cały plik... papierowych dokumentów i udać się do lokalnego oddziału centrum certyfikacji.

Między innymi aktualne zaświadczenie o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej. Jadąc tak czy inaczej w innej sprawie do Urzędu Miasta Krakowa, zaszedłem do okienka gdzie wcześniej wydawano zaświadczenia. Wisiała tam jednak kartka, że przeniesiono na ulicę Wielicką, czyli drugi koniec miasta.

Spytałem zatem panią, czy można elektronicznie. "- Można, jak Pan ma ten podpis". Odpowiedziałem że mam, wzbudzając pewną sensację. W pracy wszedłem na stronę UMK. Pobrałem formularz w formacie PDF i wypełniłem go. Następnie wszedłem na elektroniczną skrzynkę podawczą celem wysłania go do urzędu. Tam czekała pierwsza niespodzianka. Skrzynka wymaga dokumentu podpisanego elektronicznie, ale nie precyzuje jak. Na chłopski rozum, zgodnie z ustawą. W formularzu jest kratka "podpisz elektronicznie", po której zaznaczeniu w Firefoksie wyskakuje błąd. Po dokładnym wczytaniu się w treść strony dowiaduję się, że aplikacja jest napisana w .NET i raczej pod Firefoxem nie pójdzie, więc powtarzam procedurę pod MSIE.

Jednakowoż do poprawnego działania strony konieczne jest - poza posiadaniem .NET - ustawienie uprawnień. W tym celu trzeba wiedzieć jaką wersję .NET się posiada i w zależności od tego zainstalować dodatkowe MSI lub/i uruchomić odpowiedni plik BAT.

Rada pierwsza: zmuś petenta do uzyskania szczegółowej wiedzy na temat uprawnień platformy X oraz różnic między jej wersjami. Niech się dokształca.

Czy dostrzegają już Państwo zalety idei e-Government? Jeśli nie, to proszę czytać dalej.

Ponieważ pomimo najszczerszych chęci nie udało mi się uruchomić tej aplikacji, więc próbuję innej drogi. Wniosek PDF podpisuję z poziomu Acrobata przy pomocy swojego certyfikatu kwalifikowanego. Od kiedy dostępny jest plugin napisany dla projektu e-Deklaracje, teoretycznie powinna być to poprawna metoda składania podpisu kwalifikowanego. Od strony technicznej działa to w każdym razie bez zarzutu, więc wysyłam tak podpisany dokument przez skrzynkę.

Rada druga: unikaj rozwiązań wygodnych i 'używalnych'. Tłumacz się wymaganiami ustawowymi. Jeszcze im się spodoba i co wtedy?

Wkrótce potem dostaję UPO (urzędowe poświadczenie odbioru), które jest odpowiednikiem kwitka przy nadaniu listu poleconego. Jest generowane z automatu i nie oznacza nic poza tym, że dokument został przyjęty wtedy i wtedy. UPO jest w tajemicznym formacie ZSI, do którego przeczytania - oczywiście - można zainstalować dodatkową aplikację.

Rada trzecia: standardowe formaty są dla mięczaków. Unikaj ich jak ognia, jeśli nie chcesz by ktoś posądził cię o bycie mało twórczym

To kolejny przejaw innowacyjności naszych inżynierów - skorzystanie z jednego ze standardowych formatów byłoby przecież hańbą. A być może - Boże broń - zaniżyłoby niepokojąco kosztorys projektu i zniszczyło nieodwracalnie rys indywidualizmu?

Rada czwarta: jeśli przypadkiem używasz standardowego formatu - bo nie chce ci się zaimplementować swojego - to koniecznie użyj dziwnego rozszerzenia. To działa!

Mijają cztery dni.

Mailem przychodzi odpowiedź z UMK, w której ktoś uprzejmie wyjaśnia, że przysłany przeze mnie dokument... nie posiada podpisu elektronicznego, więc nie może być przyjęty. Ja wiem, że urzędnik po drugiej stronie prawdopodobnie nie umiał go zweryfikować, ale w ustawie o informatyzacji i KPA nie ma nic o tym, że podpis można składać tylko tą konkretną aplikacją .NETową.

Próbuję więc inaczej. W odpowiedzi z UMK jest załączony plik o nazwie "P.Krawczyk.doc.signPro". Rozszerzenie jakby znajome - przypominam sobie, że takiego używa jedna z dostępnych na rynku aplikacji do składania podpisu autorstwa Sigillum. Instaluję a następnie z kontenera "signPro" (patrz "Rada czwarta", w rzeczywistości jest to format S/MIME) wyciągam plik DOC. W DOCu jest to samo co w mailu, ale przecież Pobłogosławione Podpisem. Coś zadziałało, cieszę się jak dziecko.

I dalej myślę sobie tak: jeśli ktoś wysyła dokumenty w formacie signPro, to na chłopski rozum powinien je też przyjmować. Pakuję więc swojego PDFa w kontener signPro z podpisem i wysyłam ponownie przez skrzynkę.

Niespodzianka! Bramka z automatu odrzuca format signPro i uprzejmie informuje mnie, że zaakceptuje jedynie formaty SIG, XML, ZSI, SDOC i EML.

Zastanawiają się Państwo cóż to za menażeria? Nie wiem co to jest ZSI, ale SDOC to stary format Sigillum, XML to nowy format Sigillum (lub każdy inny XML), SIG to format Certum albo KIR - niekoniecznie ze sobą kompatybilne. EML to standardowe rozszerzenie Outlooka i trochę zastanawiam się co ono robi razem z podpisem kwalifikowanym.

Wiedząc to co wiem po tylu latach śledzenia tej branży mogę spokojnie przystąpić do kolejnej próby. Podpisuję swojego PDFa z poziomu programu Sigillum, ale tym razem do formatu XML. Bramka gładko przełyka ten dokument. Nie znaczy to jeszcze, że przełknie go urzędnik, jeśli akurat ma inaczej skonfigurowany komputer. Dowiem się zapewne za cztery dni.

Rada piąta: jeśli publikujesz dokument w formacie X, to pod żadnym pozorem nie powinieneś przyjmować dokumentów w tym formacie przysłanych. Żądaj Y lub Z, ale nigdy X!

Powyższy tekst ma charakter satyry. Dorzucam więc kilka uzupełnień bardziej na poważnie:

Z przykrością stwierdzam, że dokładnie przed takim chaosem ostrzegałem polskie firmy i urzędy w 2005 roku.
Bywają też sensowne wdrożenia - skrzynka podawcza ZUS zadziała prawie w każdej przeglądarce (podpis w Javie), e-Deklaracje wykorzystują format PDF.

Za ten stan rzeczy w równym stopniu są odpowiedzialne:

- kolejne rządy 2004-2008, które nie naprawiły ewidentnych bzdur w przepisach,
- urzędy, które odczuwają najwidoczniej wstręt do wymiany doświadczeń i dzielenia się pomysłami na jednolity interfejs lub sensowny SIWZ,
- centra certyfikacji, które od początku do dzisiaj w przetargach wciskają idiotycznie niekompatybilne formaty (z wyjątkami),
- integratorzy, którzy na podstawie mętnych specyfikacji zamówienia, produkują nie nadające się do użytku narzędzia

Do tego dochodzi tradycyjne już w Polsce przywiązanie do twórczości indywidualnej. Cóż z tego, że sąsiedni urząd wydał miesiąc temu 20 tys. na interpretację przepisu X? To "jego" budżet, "jego" pieniądze, więc ja na interpretację tego samego przepisu wydam kolejne 20 tys. z "mojego" budżetu. I tak to się kręci.

***
Jeśli kogoś interesują technikalia > Ekscytująco prosta w użyciu skrzynka podawcza
Komentarze:
Redakcja Computerworld nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
calderIP: 83.19.233.21007-04-2008, 12:06
Taktyka "ja siam" nie dotyczy tylko polskich inżynierow - Microsoft też wypina się na wszelkie standardy, robiąc wszystko po swojemu.

Marcin CieślakIP: 213.158.196.11215-03-2008, 20:08
To jest oczywiście dobre do czasu, gdy ktoś wykona odpowiedni atak pomiędzy serwerem a petentami (man-in-the-middle). Wtedy nikomu już nie będzie śmiesznie.
Liczba zatwierdzonych komentarzy: 2      dodaj swój komentarz  

Korzystanie z serwisu Bywalec Computerworld jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na następujące warunki obsługi. Regulamin korzystania z serwisu. Serwis realizuje wytyczne ASME oraz uzupełnienia IDG dotyczące zasad publikacji w mediach elektronicznych.
© copyright 2010 IDG Poland SA
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel. (+48 22) 321 78 00  fax (+48 22) 321 78 88